poniedziałek, 30 czerwca 2014

Szewc bez butów chodzi...

Przeglądając Wasze blogi natknęłam się u jednej z Was na to powiedzenie. Jakże ono jest prawdziwe... ;) jakoś sama mam niewiele "swojej" biżuterii. Ostatnio tutaj natknęłam się na kilka ciekawych tutoriali, z których postanowiłam skorzystać - lubię próbować nowych rzeczy, daje mi to poczucie, że nie stoję w miejscu.
Ten komplet jest banalny do zrobienia, ale jak dla mnie - wygląda pięknie!
Wybrałam sobie 2 kolory satynowego sznurka: limonkowy i ciemnozielony, ponieważ genialnie się komponują z moimi włosami.



 Jeśli chodzi o naszyjnik, to jak się przyjrzycie, to zobaczycie, że wykończenie z lewej i prawej strony się różni. Autorka wytłumaczyła to tak, że robiąc "lewe" pętelki, musimy odwrócić robótkę na lewą stronę i postępować tak samo, jak przy prawej. No i tak zrobiłam. I wyszło inaczej, ale mi to zupełnie nie przeszkadza ;) jakbym miała robić ten komplet dla kogoś, to już zaczęłabym kombinować.



Zamierzam sobie jeszcze zrobić do kompletu ciemnozieloną bransoletkę szydełkowo-koralikową, a jeśli natknę się na limonkowe koraliki, to też dorobię bransoletkę- wtedy będzie idealnie ;)

Polecam spróbować, robi się szybko i bezproblemowo, po niskich kosztach a efekt super ;)
tutek na kolczyki tutaj, na naszyjnik tutaj.

Udanego tygodnia! ;)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Heeeelp!

1) Nie wiem, czy tylko mi, ale w liście czytelniczej na bloggerze pokazuje mi się tylko 1 wpis! A gdy klikam "pokaż więcej" to nie ma żadnej reakcji :( może któraś z Was wie, jak to rozwiązać?

2) Przymierzam się do przeniesienia numeru - jestem w Heyah i ta sieć bardzo działa mi na nerwy. Pomyślałam, że mogłabym spróbować abonamentu - do tej pory ciągle miałam telefon na kartę.
A abonament oczywiście z telefonem. Polecacie może jakiś konkretny model i sieć?

3) I to męczy mnie już od jakiegoś czasu...
Jak myślicie - podciąć włosy? Ostatni raz porządnie obcięłam je 6,5 roku temu, od tamtej pory zapuszczałam (od długości do ramion). Teraz mam do pasa. Od bardzo dawna marzyłam o takiej długości... Dlatego trochę mi ich szkoda, bo rosną wolno...:(
ale z drugiej strony - potrzebuję jakiejś zmiany. Kolor nie wchodzi w grę (najchętniej zeszłabym do swojego koloru, ale włosy pewnie zniosłyby to baaardzo źle). Dlatego pomyślałam o długości. Dodatkowym argumentem przemawiającym za ścięciem jest stan moich włosów - są po prostu zniszczone i suche. Nie jest tragicznie, ale jakbym je podcięła, to cebulki też miałyby trochę mniej do "dźwigania" i włosy może by się lepiej układały.
Mam włosy naturalnie falowane, więc pomyślałam o cieniowaniu, ale znowu z podcinaniem końcówek będę miała wtedy problem...
Ahh te nasze kobiece dylematy... Dziewczyny, doradźcie ;)

(zdjęcie z lampą)
Myślę żeby je podciąć mniej więcej o tyle ile widać na zdjęciu... nie za dużo, tak żeby sięgały za biust. Żeby były ciągle długie :P
Ewentualnie później podcięłabym bardziej jeśli miałabym taką potrzebę (ale myślę, że tyle ile na zdjęciu wystarczy)

Miłego wieczoru!

niedziela, 22 czerwca 2014

Suchy szampon Batiste - wersja tropikalna

Dzisiaj... recenzja :D jak w tytule - kultowego już chyba suchego szamponu Batiste.
Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii postanowiłam się na niego skusić. Kupiłam go w Hebe w promocji za bodajże 12 zł.



Jeśli chodzi o zapach, to jest bardzo miły dla nosa - wyraźnie czuć kokos i ananas. Chociaż dla niektórych może być zbyt nachalny. Z tego co zauważyłam, to przez jakiś czas utrzymuje się na włosach.

Opakowanie - 200 ml, czyli trochę większe od dużego dezodorantu. Miła dla oka szata graficzna. Jeśli chodzi o wydajność, to jest całkiem ok - używałam go już wiele razy i zostało mi tak mniej więcej - mniej niż połowa.

Użycie - jak wiadomo - wstrząsamy i rozpylamy u nasady włosów, wmasowujemy. Z tego co zauważyłam - jeśli zbyt mocno naciśniemy atomizer (będziemy aplikować szampon pod zbyt dużym ciśnieniem) - na włosach pojawi się biały proszek. Oczywiście po wmasowaniu staje się niewidoczny. Ja jednak staram się go rozpylać delikatnie, wtedy proszek się nie pojawia ;)

A teraz najważniejsze - działanie!


(nie przestraszcie się!)
tutaj moja grzywka po 3-4 dniach od mycia. jak widać, postrączkowała się i woła o pomstę do nieba :D


A tu moja grzywka po "umyciu" Batiste i ułożeniu. Chyba nie muszę komentować? ;)

Jak dla mnie - REWELACJA. Włosy są jak świeżo po umyciu! Uwielbiam ten szampon i jak mi się skończy, na pewno kupię nowy. Może skuszę się na inną wersję ;) no i na pewno kupię miniaturki - będą idealne w podróż.
Nie zamierzam kupować szamponów innych firm i ich porównywać - po co, skoro znalazłam już swój ideał ;)
Polecam!

A Wy jakie macie odczucia w stosunku do Batiste?

środa, 18 czerwca 2014

Maj miesiącem maseczek - podsumowanie

Jakiś czas temu zapisałam się do kolejnej akcji Anwen - mianowicie "maj miesiącem maseczek". Z racji tego, że moje włosy trochę ucierpiały po farbowaniu Lorealem (nigdy więcej), uznałam, że przyda im się trochę odżywienia.

tak wlosy wyglądaly na początku maja:


 a tak na początku czerwca:


nie patrzcie na to, że na pierwszym zdj. są w miare proste, a na drugim falowane - po prostu miałam inaczej upięte włosy przed zrobieniem zdjęcia.

Maska, którą używałam (prawie) po każdym myciu, to Ziaja - "intensywny kolor"


zdecydowałam się na nią, bo zawiera olej rycynowy, który moje włosy uwielbiają.




Odżywienie? nawilżenie? regeneracja po same końce?
ochrona koloru?
Szczerze?
Niebardzo. Na początku jeszcze spisywała się w miarę, później - totalny przeciętniak. Nie zauważyłam żadnego pozytywnego działania oleju rycynowego... niestety.
Nie zauważyłam też przedłużenia trwałości koloru. Co prawda na początku kolor był ładny, ale to dlatego, że włosy były świeżo pofarbowaniu, Lorealem. Piękne były tylko pierwsze 2 tygodnie, ale później już kiepsko.

Ogólnie maskę oceniłabym na słabe 3/5. Plusem jest fakt, że jest wydajna. A jeśli chodzi o efekty, to jedynym, który zauważyłam, były bardziej miękkie włosy.

A Wy brałyście udział w tej akcji? Jak efekty?
A może polecicie mi jakąś fajną maskę do włosów suchych i zniszczonych?

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Zakuuupy! kosmetyki, ciuchy...

Czyli co ostatnio wpadło w moje ręce... ( a jest tego dosyć sporo ;P )

Kosmetyki:
Farbą z Avonu farbowałam się wczoraj, więc nie jestem w stanie zbyt dużo powiedzieć na jej temat. Wiem natomiast, że do Loreal'a nie wracam. Na początku kolor cudowny, ale wyprał się jak wszystkie inne rudości. Za tą cenę oczekiwałam zdecydowanie czegoś o lepszej jakości. No i mam wrażenie, że włosy są bardziej suche niż po wszystkich wcześniejszych farbowaniach...

energetyczny żel pod prysznic, peeling


do tego róż, czarna kredka, fioletowy tusz i błyszczyk z Sinsay'a. Będąc przy kasie zwróciłam uwagę na kolory błyszczyków... a że i tak planowałam kupić jakiś "dziko-różowy", a ten był w niskiej cenie, kupiłam.


Kolorek fajny, ja nie nakładam dużo, bo faktycznie jest bardzo intensywny. Pachnie... arbuzowo <3 jedyny (ale dosyć poważny) minus, który zauważyłam, to to, że nie nawilża ust, a wręcz wysusza. Ale przemęczę się :D


a tu próby tuszu... miałam kiedyś taki sam, ale gdzieś zgubiłam. A z racji, że to mój ulubiony tusz (Super Shock) to kupiłam.


Ale jak widzicie efekt fioletu baaardzo mizerny. Pewnie lepiej by się spisał przy jaśniejszych rzęsach.


W moje łapki wpadła też miękka, silikonowa forma z empiku. Zapłaciłam za nią całe 2,97zł!
kupiłam też dużą silikonową formę do czekoladek z Biedry za 10 zł, ale nie zrobiłam zdjęcia ;p kiedyś jak zrobię czekoladki to zaprezentuję efekt :D




I królowa bez w wersji czekoladowej. Mi i mojej mamie jednak bardziej smakowała biała ;)


i herbata której szukałam od X czasu! widziałam kiedyś jej reklamę w tv, i zapamiętałam "strawberry cupcake", ale będąc w sklepach za Chiny nie mogłam jej znaleźć.W końcu się zawzięłam i znalazłam... no i wiem dlaczego nie mogłam znaleźć... bo szukałam w herbatach czarnych/owocowych, a to jest zielona :P

A przechodząc do ciuchów - większość nabyta w SH za śmieszne ceny (taak, zaczęłam się przekonywać do sh ;))

 brakuje mi tylko uszu myszki Minnie! Sukienka kosztowała mnie niecałe 13zł, pasek przyjaciółki.

tą sukienkę kupiłam w jakimś osiedlowym sklepie, 40zł.

wracamy do SH. 22zł
(zdałam sobie sprawę, że nie mam w szafie żadnej małej czarnej...)

Czas na spódniczki...
 13 zł
 5 zł

 13 zł (uwielbiam ją! kolor, krój - piękny. ale nie mam bluzek do niej :( sięga dosyć wysoko...)

+ mam na sprzedaż 3 sukienki, jeśli jest ktoś zainteresowany, zapraszam na maila: xgreenfrog@gmail.com






ah... no i kupiłam sobie nowe, fioletowe okularki ;)


a takie słodziaki mam pod opieką przez tydzień:



a Wam co ostatnio wpadło w łapki?

wtorek, 10 czerwca 2014

Bransoletka w kwiatki

Został mi do zdania ostatni egzamin... najgorszy... ustny... już jutro. Boję się! trzymajcie za mnie kciuki :P
Jeśli się uda, to już będę miała luz - może zacznę wreszcie więcej tworzyć ;)
W ostatnim czasie stworzyłam bransoletkę w kwiatki i pierścionek - jeśli Wam się podoba taki zestawik to będzie można go niedługo wylicytować na fb (jak już zostanie wrzucony na bazarek, to zaktualizuję notkę i wrzucę linka) ogólnie to zwlekałam trochę z tą notką czekając aż bransoletka pojawi się na bazarku, ale chyba jeszcze trochę to potrwa...

edit: KLIK, jeśli nie będzie "na wierzchu" to na pewno gdzieś niżej. Zachęcam do licytacji - możecie wesprzeć małą Julkę w walce o zdrowe nóżki!


Kupiłam sobie całkiem niedawno takie oto cudeńka:


Idealne na lato - kolorowe, lekkie... Solidnie wykonane, no i po prostu piękne!
Od jakiegoś czasu jestem strasznie wybredna jeśli chodzi o kolczyki, rzadko kiedy noszę, a jak noszę, to muszą mi się bardzo podobać. Te zdecydowanie zaliczają się do tej grupy ;)
Zapraszam na bloga autorki: klik. Tworzy naprawdę piękne rzeczy!

niedziela, 1 czerwca 2014

Pavlova i tarta miętowo - truskawkowa (kulinarny TwZ 6)

Tak więc gwiazdami dzisiejszego wpisu będą ciacha (nic nowego :D) wczoraj zrobiłam tartę (zdjecia i przepis niżej) i zostało mi 6 białek. Zdecydowałam się na zrobienie Pavlovej. I to był strzał w dziesiątkę!
Nigdy wcześniej nie robiłam Pavlovej, białka wykorzystywałam do bez.
Korzystałam z tego przepisu. Na to dałam 0,5l ubitej kremówki (bez cukru!) i frużelinę truskawkową (z tego przepisu)

 Prawda, że wygląda świetnie?  Tak samo smakuje ;) lekki, pyszny deser, idealny na lato.
 U mnie na pewno zagości na stałe, ale będę próbować różnych wariantów owocowych ;)

A teraz przejdźmy do wczorajszej gwiazdy wieczoru xD
lubię próbować nowych przepisów... ta tarta mnie zaintrygowała. Budyń miętowy... i to tylko i wyłącznie z miętą z ogródka, bez jakichś kropelek, które były w innych przepisach na ciacha z miętą.
Skusiłam się ;)
Jak zaparzyłam miętę w mleku i je odcedziłam, i posmakowałam tego miętowego mleka, to myślałam, że je wyleję ;P ale twardo robiłam budyń dalej. Smak "końcowy" mnie pozytywnie zaskoczył.
Dosyć mocno wyczuwalna nuta mięty, ale nie takiej sztucznej, tylko prawdziwej. Orzeźwiająca.
Jednak zapewne nie wszystkim podpasują takie "dziwne" smaki.


 Kolor samego budyniu jest niestety mało zachęcający... no ale cóż poradzić :P
wybaczcie za niewyraźne zdjęcie, ale robiłam je przy świetle zachodzącego słońca.

przepis tutaj.

Mało mnie tutaj... ale póki co nie dam rady tego zmienić. Od jutra zaczyna mi się maraton zaliczeniowy na uczelni :P ale jak dobrze pójdzie, to za niecałe 2 tygodnie będę miała spokój (oby!)

Życzę Wam udanej, słonecznej niedzieli ;)
A ja zmykam do notatek... nie ma to jak uczyć się dzień przed zaliczeniem :D