piątek, 31 stycznia 2014

Wiejski tort, czyli... świnki w błotku :D

Ależ mnie tutaj ostatnio mało... znaczy na Wasze blogi wchodzę, czytam i staram się komentować, ale u mnie ostatnio zieje pustkami ;) no cóż... mam usprawiedliwienie. jedno słowo... SESJA. I wszystko staje się jasne :P
Nie chcę zapeszać, ale prawdopodobnie został mi tylko jeden egzamin, więc będę miała trochę wolnego ;) może wtedy nadrobię rękodzielnicze zaległości...
Za jakiś czas pojawi się tutaj podsumowanie czekoladowej wymianki, a właśnie pracuję nad jedną prywatną wymianką :)

A teraz wracając do zdjęć... już dawno wpadł mi w oko tort ze świnkami, a że nadarzyła się okazja, to postanowiłam go zrobić ;) urodziny taty, no i mija równo rok od zdania na to cholerne prawo jazdy :D (taaak, zrobiłam tacie prezent i w jego ury wreszcie zdałam na prawko, haha :D)

a tak prezentuje się tort...



Pomagała mi przy nim moja młodsza sąsiadka (dzięki Paula ;))

a teraz lecę robić obiad, potem pewnie trochę poszydełkuję (brans) i mooooże się pouczę :D

Miłego weekendu wszystkim! ;)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Mały haul

Czyli kosmetyczny przerywnik :D
co wpadło w moje łapki...?


 Suszarka Remington. Już od jakiegoś czasu po głowie chodziła mi myśl, by sprawić sobie suszarkę (koniecznie z jonizacją!), mimo, że suszarki nie używałam za często.
Jonizacja ponoć miała trochę ograniczyć puch. Po pierwszym użyciu stwierdzam, że spodziewałam się czegoś lepszego...
Ale ogólnie jest solidna, ładna :P, no i szybko suszy, co jest plusem. Kupiłam ją za 90 zł.
 W komplecie był koncentrator i dyfuzor. Ciekawa jestem tego dyfuzora... :P
Oprócz suszarki kupiłam ostatnio suchy szampon Batiste, odżywkę b/s i "jedwab".
Suchy szampon i jedwab Kallosa kupiłam w Hebe.
Słyszałam wiele dobrych opinii na temat Batiste, więc postanowiłam wreszcie, że go kupię. Dorwałam go na promocji za 12,99. Pachnie ślicznie, ale boję się, że przy częstszym stosowaniu zapach może być męczący.
Póki co na grzywce spisuje się genialnie ;)
Jeśli chodzi o Kallosa, to pierwszy raz go zobaczyłam, a że chciałam akurat kupić coś na końcówki, czego jeszcze nie używałam, to padło na niego ;)

Wybaczcie za zdjęcia, ale były robione przed chwilą i nie chciało mi się bawić w ładne zdjęcia (zresztą i tak światła nie ma...)

Ogólnie dzień piękny, dość niespodziewanie z kilkoma osobami zostałam zwolniona z jednego z cięższych zaliczeń. Myślałam, że będę skakać z radości :P
No ale po południu pojechałam odebrać wyniki badań krwi, no i mina mi trochę zrzedła, bo moja tarczyca znowu zaczyna świrować. A wydawało mi się, że wszystko jest w porządku :/
"tylko" tyle, że mi się przytyło ponad 2kg, co było bardzo dziwne... cieszę się z tego, ale to pewnie przez tarczycę właśnie :(

Ah, no i stukło mi 200 obserwatorów!
BARDZO DZIĘKUJĘ! <3
może zrobię z tej okazji jakieś candy, ale pomyślę nad tym po sesji ;)



sobota, 4 stycznia 2014

Sylwester - trochę zdjęć...

Nie mam nic rękodzielniczego do pokazania, więc wrzucę trochę zdjęć z Sylwka ;)
dochodzę do wniosku, że to był najlepszy Sylwek ever. 
Więcej po krótce opowiem pod zdjęciami...

 Jedno z niewielu moich ogarniętych zdjęć. Tu - faza przygotowywania - makijaż skończony xD
 gotujemy. Taka ze mnie kuchareczka!
 Kupkejki z kremem śmietanowo - czekoladowo - miętowym. Szczerze mówiąc, zarówno śmietana jak i krem zostały mi z wcześniejszych wypieków. I uratowały moje muffinki! Bo krem załączony do opakowania mi nie wyszedł (to trzeba mieć talent :D)
Ogólnie... zdjęć jest prawie 300 (!) i 95% to zdjęcia nie nadające się do publikacji ;p
 Tu (prawie) wszyscy razem - przyjaciółka jest fotografem :)
A tu... Kot z samicami.
 Ja po wypiciu czystej :D graliśmy w alkochińczyka i najpierw wypiliśmy 3 butelki wódki smakowej. Ona jeszcze była spoko. Ale jak się skończyła, trzeba było przejść do czystej... szczerze mówiąc? Pierwszy raz spróbowałam "samej" czystej. Bleh... 
 A tu chyba najnormalniejsze zdjęcie całej imprezy :P czyli mój przystojniak <3 przesłodkie jest to zdjęcie :D
No i "atak", którego się nie spodziewałam, i wyszło całkiem ciekawe zdjęcie :D

Sylwek sylwkiem... ale już 1ego moje samopoczucie było nieciekawe. Nie chodzi o żadnego kaca czy coś tego typu. Czuje się jakbym wpadła w jakiś dołek... jestem negatywnie nastawiona do wszystkiego, szybko się denerwuję, nie mam na nic ochoty... Nie wiem o co chodzi :( pewnie po części o to, że trzeba wrócić do rzeczywistości, do nauki, do zjebanego stycznia i lutego... sama świadomość, że sesja się zbliża wielkimi krokami, jest STRASZNA.
chociaż, wpływ na moje samopoczucie pewnie mają też zbliżające się "te dni", haha :P
mam nadzieję, że szybko mi przejdzie, bo nie jestem przyzwyczajona do takiego stan rzeczy... Rzadko mi się zdarza wpaść w jakikolwiek dołek...