wtorek, 20 października 2015

Październikowa solenizantka - Dorota

W październiku urodziny obchodziła kolejna zdolna kobitka z naszej urodzinowej "gromadki" -  Dorotka :) zobaczcie, co dla niej przygotowałam.

Zdjęcia robiłam totalnie na dziko - przed samą wysyłką... a po zgraniu na komputer okazało się, że są prześwietlone :P no cóż - następnym razem zrobię zdjęcia na spokojnie.


Karteczka - przez to słońce kolory są strasznie przekłamane

bransoletka ze sznurków i rzemieni


i dwa świeczniki z malutkich słoiczków


Idealne na klimatyczne, jesienne wieczory ;)

Do tego słodkości i przydaśki.
Mam nadzieję, że solenizantce prezent się spodobał :)

czwartek, 15 października 2015

Prywata

Czyli swego rodzaju podsumowanie moich długich wakacji :)
Jak pewnie część z Was wie - zostałam po raz pierwszy matką chrzestną :)



To było dla mnie niesamowicie ważne wydarzenie. Ależ ten czas leci... jeszcze 4 miesiące i mój chrześniak będzie miał roczek!

Oprócz tego...
byliśmy na Openerze - ja w tym roku byłam 2 dni :)



Ale to nie koniec festiwali - nie mogłam sobie odpuścić Globaltiki - byłam bodajże 3 raz i jestem niezmiennie oczarowana klimatem tego festiwalu! Nie jest tak dużo ludzi jak np. na Openerze - w porównaniu do niego to to jest impreza kameralna ;)
odbywa się w parku, w otoczeniu natury... jest jakiś taki luźny klimat - totalny chill :) poznawanie muzyki z najodleglejszych zakątków świata - to jest to!

Podczas Globaltiki złapało nas paru paparazzich... ;)


Uwielbiam te zdjęcia - są klimatyczne :)

Co więcej?
Udało mi się wreszcie przekonać Lubego, aby został honorowym dawcą krwi...
nawet nie wiecie, jak mi serducho urosło, jak się zgodził i oddał krew! Myślałam, że będę fruwać ze szczęścia!
Bałam się chyba bardziej niż on (że mi np. zemdleje :P)
Ja sama niestety nie mogę krwi oddawać...



Byłam też ze znajomą na festiwalu kolorów - nie mogłam sobie odpuścić, w końcu uwielbiam, jak jest kolorowo i pozytywnie ;)

I na koniec - byliśmy w Tatrach przez prawie 2 tygodnie... było to dla mnie bardzo męczące (fizycznie), ale jakoś dałam radę. Po tak wysokich górach chodziłam pierwszy raz.
Już pierwszego dnia mieliśmy styczność ze śniegiem na szczytach (który mnie nieźle wystraszył...)

Tu na Rakoniu, przed wejściem na następny szczyt (Wołowiec) na którym złapał mnie kryzys

tu schodzimy z Wołowca, już krzywa mina :P

Ale uśmiech wywołał wtedy u mnie taki mały bałwanek :)

Nasza najbardziej hardkorowa wyprawa prowadziła na Krzyżne. Była strasznie długa, skręciłam kostkę podczas powrotu no i goniły nas ciemne chmury... Myślałam, że kolana mi wysiądą (nigdy nie miałam z nimi problemu)

tutaj widok z Krzyżnego na Dolinę Pięciu Stawów

Podczas ostatnich dni robiliśmy lajtowe trasy - tutaj Polana Rusinowa... totalnie mnie zauroczyła! Mogłabym tam siedzieć i siedzieć...


Ale żeby nie było... oczywiście nie mogłam sobie odpuścić pięknych deserów ;)
mój to ten po lewej - Snickers, czyli masa orzeszków, kajmak i śmietana z czekoladą... nie podołałam.
WSTYD. ja nie podołałam!... :P

Tutaj nasze genialne desery-lody w Tygodniku Podhalańskim - swoją drogą bardzo polecam tą kawiarnię! Piękny widok z góry, no i bardzo smacznie ;)
po lewej to mój deser - lody cynamonowe (?) przykryte sosem pomarańczowym. Patryk miał lody z owocami leśnymi i bitą śmietaną.

Skusiliśmy się też na drinki - w życiu nie piłam takich dobrych!
Mój to ten po lewej (znowu ;))
truskawka - limonka, po prawej Polish Mojito z syropem piernikowym i wódką gruszkową.
Było ciężko, ale było też smacznie ;)

Ogólnie podczas moich wakacji działo się dosyć sporo... no i cały sierpień miałam praktyki.
Czas wrócić do rzeczywistości...

niedziela, 11 października 2015

Pierwszy ślubny album (pierwszy-w ogóle-album)

Czyli pozostajemy w ślubnej tematyce ;)
Całkiem niedawno moi rodziciele obchodzili zacną, 25 rocznicę ślubu. Już dobrych kilka miesięcy wcześniej wymyśliłam sobie, że zrobię dla nich album ze zdjęciami... Może i pomysł oklepany, ale kto im taki album zrobi, jeśli nie dzieci? To my mamy najlepszy dostęp do albumów ;)
Tak więc powolutku kompletowałam zdjęcia, zarówno te z komputera, jak i te z albumów (skanowałam). Przyszedł czas wywoływania - suma sumarum wywoływałam je 2 razy.

Może się wydawać, że zrobienie takiego albumu zajmie niewiele czasu. Nic bardziej mylnego (przynajmniej w moim przypadku...)

Zanim wszystko dobrałam tak jak mi pasowało, ponaklejałam, ozdobiłam środek to minęło mnóstwo czasu.

A oto jak się prezentuje:


Jest całkiem spory - 25x25cm

 Wykorzystałam w nim haft wykonany przez Anielique


Na tył nakleiłam tylko kartkę w kwiatki, coby nie było tak pusto i biało

W środku naklejałam po 2 zdjęcia na stronę. Najchętniej na każdą najpierw nakleiłabym ozdobną kartkę, jak ta wyżej - ale doszłam do wniosku, że zbankrutowałabym - musiałabym zamówić 22 takie kartki, a to całkiem spory wydatek. Dodawałam więc komentarze (najczęściej stempelkami/wycinankami) i tekturki.

Tutaj przykładowa strona - mówiąca o mej skromnej osobie :D
(komentarz dotyczy grzywki - nie wiem, czy dobrze to widać na zdjęciu ;))



tutaj ja z sisterką :D



W środku znalazło się sporo "głupich" zdjęć - czyt. na przykład takich z głupimi minami ;) 
ale wychodzę z założenia, że takie zdjęcia są najlepsze - po latach przeglądając je buzia sama się śmieje!
I faktycznie - jak rodzice oglądali ten album podczas imprezy, wywołał sporo śmiechu ;)

Warto było włożyć w niego tyle czasu - dla mnie jako początkującej scraperki (o ile mogę w ogóle tak siebie nazwać :o) ten album był niezłym wyzwaniem... o ile już skończyłam okładkę, to musiałam np. podoklejać zdjęcia, o jednym bardzo ważnym zapomniałam i musiałam np. jedno wyrwać i zastąpić innym... potem, właściwie na ostatni moment pisałam na pierwszej stronie dedykację - to było dla mnie dosyć męczące, bo akurat totalnie nie miałam weny :P
ale za to zrobiłam go sama, praktycznie od A do Z - dobrze jest mieć chociaż niewielkie umiejętności w tej dziedzinie :)

A jak Wam się podoba?

wtorek, 6 października 2015

Pierwsza ślubna karteczka

Jakiś czas temu moja siostra na ostatnią chwilę (w czwartek bodajże) zapytała, czy dam radę zrobić na sobotę coś na wesele... najchętniej to by poprosiła o pamiątkową książkę, ale od razu powiedziałam, że nie mam materiałów i nie dam rady. Więc powstała tylko skromna karteczka.




Chciałam do tego ozdobić fajnym cytatem deseczkę, ale okazało się, że jestem lamą, bo wydrukowałam napis normalnie, a nie w odbicciu lustrzanym, więc nie mogłam zrobić transferu.
 Nie było też opcji ponownego drukowania :P

Karteczkę zgłaszam do wyzwania "Początek"
Początek nowej drogi - bo karteczka ślubna;
poza tym to moja pierwsza tego typu kartka ;)

czwartek, 1 października 2015

Chwalę się

Miałam ostatnio trochę szczęścia - pozwólcie, że pokażę Wam, co trafiło w moje łapki:

już dosyć dawno udało mi się wygrać rozdanie w Krainie Szczęśliwości. Jaka wygrana osoba mogłam sobie wybrać jakąś szydełkową maskotkę ;) przeglądając bloga Magdy trafiłam na żyrafkę, więc poprosiłam o taką w kolorze niebieskim.
Czyż nie jest urocza? ;)






Moje serducho skradła totalnie! Ale mimo to postanowiłam się z nią rozstać (Magdo - mam nadzieję, że nie będziesz mi miała tego za złe). Mianowicie - podarowałam ją mojemu chrześniakowi...
Niedługo po tym dostałam smsa od mojego wujka (taty mojego chrześniaka), że żyrafka tak się spodobała, że mały nie pozwalał jej sobie zabrać - gdy już tak się stało, to płakał :D
Zobaczcie tą radochę na jego buźce!


Ale to nie koniec szydełkowców! W sierpniu miałam przyjemność spotkać się ponownie z Krysią, tym razem w moim mieście. Było to co prawda krótkie spotkanie, ale lepszy rydz niż nic ;)
Krysia sprezentowała mi między innymi uroczą, różową ośmiorniczkę, za którą jeszcze raz dziękuję:




Chciałam się jeszcze pochwalić dekupażowym serduszkiem, które dostałam od mojej babci na urodziny. Tak tak, moja babcia też robi takie rzeczy :)



Jakby tego wszystkiego było mało, jako jedna z kilku osób zostałam wyróżniona u Majaleny za udział w zabawie kolczykowej. Miałam dowolność w wybraniu prezentu, więc poprosiłam o ceramiczne wkrętki, najlepiej w kolorze kobaltowym. Magda mówiła, że na stanie ma tylko oliwkowozielone, więc powiedziałam, że mogą być. Jakieś było moje zdziwienie, gdy w paczce znalazłam kobaltowe wkrętki! Są świetne, i jakie leciutkie!


Ale Magda dołożyła jeszcze kilka biżutków...
m.in. wisior w kolorze antycznego złota m.in. z sową
(wybaczcie moje brudne palce - nie mogę ich domyć po grzybobraniu:()


ale dostałam jeszcze cudne kwiatki-wkrętki w kolorze turkusowo-zielonym. Piękne! Tu możecie je zobaczyć na zdjęciu całościowym:


Majalenko, bardzo Ci dziękuję za te upominki! Sprawiłaś mi wielką radość :)